Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

~Ruuuda | użytkownik

imię i nazwisko adresCzęstochowa zarejestrowany25.07.2009 @22:07:47 ostatnio na stronie10.02.2012 @11:51:11

Czymże jest ta chimera, bezsilna, jałowa,
Boskość, której iluzją ciągle mącą w głowach
Prostaczkom religijnych zastępy szubrawców?
Czyż i ja miałbym stać się jednym z jej wyznawców?
Och! Nie, nigdy, przysięgam i słowem zaręczam,
Nigdy dziwaczne bóstwo, co tylko odstręcza,
To dziecię obłędu, godne ośmieszenia,
Nie wywrze na mym sercu żadnego wrażenia.
Przy cnotach Epikura pozostanę - dumny,
By mogli ateistą złożyć mnie do trumny,
Boga zaś potwornego, którym chcą zatrważać,
Uznam po to jedynie, by móc go znieważać.
O tak, próżna ułudo, wstrętnaś mi śmiertelnie,
By cię o tym przekonać, zapewniam solennie,
Iż chciałbym cię ożywić choć na okamgnienie,
By bluźniąc przeciw tobie, koić swe pragnienie.
Czymże jest więc naprawdę ta zjawa potworna,
Bóg - niedojda i dureń, istota upiorna,
Której myśl nie pojmuje ni oko nie widzi,
Której głupiec się boi, mędrzec zaś z niej szydzi,
Której w zmysłach odbicia nikt nigdy nie miewał,
Której kult tak okrutny od wieków rozlewał
Więcej krwi niźli wojna lubo ręka kata
Mogły z ran nam utoczyć od początku świata?
Możecie sobie badać przymioty szubrawcy,
Studiować w nieskończoność atrybuty zbawcy,
Lecz oko filozofa nic w nim nie dostrzeże
Poza zlepkiem sprzeczności opartych na wierze,
Byt, który się rozpada, gdy go rozważamy,
Który lżymy z rozkoszą, od czci odsądzamy,
Stworzony przez niepokój, z nadziei zrodzony,
Dla umysłu niejasny, z rozsądkiem skłócony,
Który staje się w rękach twórcy swej wielkości
Narzędziem upojenia, strachu lub radości,
Którego zręczny oszust, gwoli swych ambicji,
Wciąż ogłasza strażnikiem człowieczej kondycji
Mówiąc, że jest złośliwy, a nawet niszczący,
To znów pełen dobroci i troski kojący,
Przebierając go ciągle, podług swych poglądów,
W podły strój własnych pragnień, gustów i przesądów:
Ręka, która raz skarci, to znowu wybaczy.
Oto głupie bożyszcze, co nim ksiądz nas raczy.
Jakimż to prawem klecha, co prawdzie urąga,
Chce mnie przywieść do błędu, który go pociąga?
Potrzebowałbym Boga, bezgranicznej bzdury,
By objaśnił mi prawa wszechmocnej natury?
W niej wszystko się porusza, a matczyne łono
Nie wymaga w ogóle, by je zapłodniono.
Co zyskałbym z rozsądku składając daninę?
Czy ów Bóg jest dowodem, że świat ma przyczynę?
Wszak to, co tworzy, samo musi być stworzone,
Jakże więc się uciekać pod jego obronę?
Wynoś się z mego serca, kłamco potępiony,
Bym naturze mógł złożyć hołd tak zasłużony.
Jesteś tylko niebytem, świat ona stworzyła
I nas także z nicości ręka jej dobyła.
Zniknij zatem, chimero, wynoś się, potworze!
Niech nie padnie na ziemi odtąd imię boże,
Nie dostrzeżesz już wówczas nic oprócz oporu
Wobec przemów kłamliwych świty twego dworu!
Co zaś do mnie - przyznaję - do ciebie odrazę
Mam tak silną, głęboką, zasadną zarazem,
Że z całą przyjemnością, spokojnym sumieniem…
Ech! Cóż mówię? Z rozkoszą, nawet z uniesieniem
Stałbym się twoim katem, gdyby twój byt marny
Mógł mej zemście posłużyć jak cielec ofiarny,
Ku sercu zbrojne ramię dałoby się powieść,
By mego obrzydzenia szczerości ci dowieść.
Próżno jednak się łudzę, że piekło cię wchłonie,
Wymykasz się, gdy tylko wyciągam me dłonie.
Nie mogąc ciebie zniszczyć, jednak się odważę
Zburzyć pośród żyjących ku twej czci ołtarze
I wykazać tym wszystkim, których Bóg wciąż nęka,
Że ten płód poroniony, nikczemnych poręka,
Nie zdoła nigdy wstrzymać ludzkich namiętności.
O, szlachetne doznania, o, święte skłonności,
Dla was po wsze czasy z naszych serc ofiara,
Jedyne, jakie ścierpieć może mędrca wiara,
Jedyne, które duszy nie grożą udręką,
Które w dłoniach natury szczęścia są poręką!
Ulegnijmy potędze i niechaj ich siły,
Swobodnie zawładając myślami naszymi,
Uczynią przyjemności miłymi prawami
I głos swój pojednają z mędrca pragnieniami.
Nawet gdyby wciągały w otchłań rozprzężenia,
Ulegnijmy bez żalu, wyrzutów sumienia,
I nie bacząc, co każe obyczaj, co prawo,
Oddajmy się namiętnie wszelkim niecnym sprawom,
Jakie głosem porywów natura dyktuje.
Niech jej szeptu boskiego każdy nasłuchuje;
To, za co puste prawa karzą bez znudzenia,
Jest rzeczą najcenniejszą z jej punktu widzenia,
To, co niesprawiedliwe się zdaje, okrutne,
To wszak tylko natury wpływy bałamutne.
A kiedy gwałcąc prawa z trwogi umieramy
Bądźmy pewni, że tylko jej głosu słuchamy.
Owe słodkie występki, które zbrodnią zwiecie,
Czyny, które za niecne głupio uznajecie,
To jedynie wybryki, co rozkosz jej wieszczą,
Nałogi i popędy, co słodko ją pieszczą;
To, co trwale w nas wpaja, na boską jest miarę;
Zalecając potworność, podsuwa ofiarę;
Nie wahajmy się zatem i wolni od lęku
Oddajmy się bez drżenia pochwale występku.
Pioruny dzierży w dłoniach, podłych żąda czynów,
Niszczy nimi na oślep to ojców, to synów,
Świątynie i burdele, złoczyńców i prawych,
Natura lubi wszystko: przestępstw pragnie krwawych.
Służymy jej tak samo, popełniając zbrodnie:
Im gorsze nasze czyny, tym dla niej wygodniej.
Raczmy się jej prawami, znaki wszak bezsporne
Dała nam, wyrabiając gusta tak potworne
Pośród praw jej nie znajdziesz nic zakazanego,
Kazirodztwo, gwałt, grabież, mord rodzica swego,
Sodomia i zabawy – Safo je maluje,
Wszystko, co szkodzi ludziom lub kaźń im gotuje,
Jest tylko zwykłym środkiem jej własnej fortuny.
Po cóż bóstwa, wytrąćmy im z dłoni pioruny
I wypalmy z pomocą świetlistego gromu
Wszystko, co ład rujnuje w naszym ziemskim domu.
Nie wahajmy się zwłaszcza: niech jej okrucieństwo
Bierze zawsze za przykład nasze mroczne męstwo.
Nie ma już nic świętego: wszystko w świecie zatem
Uginać musi karku pod ludzkim dyktatem.
Im bliżej się znajdziemy ohydy bezmiaru,
Tym lepiej odczujemy w duszy wiew jej żaru,
Zstępując coraz głębiej, zbawienia niegodni,
Krok po kroku dojdziemy do potwornych zbrodni.
Gdy u kresu żywota głos jej usłyszymy,
Śmiejąc się z wszystkich bogów do niej powrócimy;
Tam zaś w kojącym tyglu los nasz się odwróci;
To, co wzięła jej władza, jej potrzeba zwróci.
Tam wszystko znów ożyje, wszystko się odtworzy;
Dostojni i maluczcy, kurwy i mentorzy,
Wszyscyśmy bowiem zawsze w jej oczach jednacy,
Cnotliwi i zbrodniarze, dobrzy i łajdacy.


Donatien Alphonse Francois de Sade

kontakt i statystyki
emaile-mail ukryty Gadu-Gadu557173
digarty22 komentarze35 posty na forum0

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta w digarcie, załóż je lub zaloguj się Facebookiem!
 
Zaloguj się przez Facebooka! Załóż konto w digart.pl Zaloguj się do digart.pl
komentarze
~aaada    21.06.2010 @09:14:24
~cracoviak    25.04.2010 @18:43:24
czyli ze dobre bystrzaku...
_______
..Samo logo, nie uczyni z Ciebie kogos...
~aaada    14.03.2010 @13:36:32
no i mam Cię tęsknię za Tobą.
-aada    13.10.2009 @11:19:13
pamiętam. mówiłaś o nim. Bardzo fajne to zdjęcie.

Miłego dnia.
~Werpota    05.08.2009 @09:42:38
być może, zaczynasz pisać teraz czy dopiero wrzuciłaś swój wiersz?
~Sinsemillaa    04.08.2009 @13:56:41
Nie ma sprawy, jesteśmy tutaj, aby sobie pomagać
~Halloween73    03.08.2009 @23:05:53
imponujacy opis
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt